Rozdział V
#1
- Anders! Przygotowałeś już wszystko? - Zapytała zimnym głosem kobieta o martwych oczach, przemierzając główną komnatę w Lodowej Iglicy. Znała odpowiedź, jednak przebywanie z mężczyzną sprawiło, że czasami retorycznie pytała o interesujące ją rzeczy. - Mami dość czekania, czas pokazać tym miernym istotom, jak mało są warci, a jak wiele mogą zyskać, gdy tylko się przyłączą do naszej sprawy.
- Pani, wszystko jest gotowe, ale... czy to konieczne, to wszystko spowoduje, że świat, który znali przestanie istnieć! Magiczny świat nie pozbiera się po takim ciosie, przecież... - miał dodać coś jeszcze, ale jedno machnięcie ręki sprawiło, że Anders nie dokończył pomyślanego zdania.
- Zamilcz. Kiedy poznacie moją magię, zrozumiecie, jak wiele straciliście w momencie, gdy zamknęliście ją w wyuczonych formułach. Tylko głupiec nie będzie chciał nad nią panować, a ci, którzy ją zbagatelizują, zginą. - Warknęła i stanęła pośrodku kręgu z dziwnymi runami, które przypominały te, znajdujące się w świątyni, z której wyszła. - Przyprowadź wszystkich.
Mężczyzna nic nie powiedział, skinął posłusznie głową i zgodnie z poleceniem swojej pani poszedł po innych mieszkańców tego miejsca. Pałac miał być domem tych, którzy będą popierać jej działania, ale czy strach przed śmiercią może być oznaką wierności i oddania? Czy nie to, zgubiło już niejednego tyrana, czy despotę? Czy to nie nadmierna pewność siebie, nie była powodem upadku największych?
Kiedy wszyscy zeszli się we wykazanym miejscu, za oknem panowała noc, a pomieszczenie oświetlały unoszące się w powietrzu świece. W sali czuć było zapach tropikalnych ziół, pośrodku kręgu stała nienazwana istota, a na ziemi w określonych miejscach stały urny wypełnione po brzegi przedziwnymi rzeczami i substancjami. Ferello mógł poznać w tym ustawieniu coś znajomego. Fresk ze ściany, która pękła, nim pojawiła się ta demoniczna kobieta. W jednej chwili zioła zapłonęły, a głos kobiety zaczął rozbrzmiewać w głowie każdego z obecnych.
-To jest dzień, na który wszyscy czekaliście, pierwszy krok, jaki musimy zrobić, by pokazać innym naszą wyższość i prawdziwą moc. - Kiedy kobieta mówiła, drzwi do sali zamknęły się z impetem, a kilka osób pilnowało do nich wejścia. - Dzisiaj staniecie się częścią czegoś wielkiego, jako pierwsi poczujecie siłę dzikiej magi i jej prawdziwą moc. Jednak żeby tak się stało, oddajcie mi hołd – nie prosiła, ona jasno informowała, czego oczekuje, poczekała aż każdy z przybyłych zenie kark, a gdy to nastąpiło, zaczęła przemawiać w języku tak starym, jak jej magia. Runy wyryte w ziemi zaczęły powoli płonąć czarnymi płomieniami, a w powietrzu unosił się zapach chaosu i mrok. Niektórzy odważyli się podnieść głowę i dane było im ujrzeć lewitującą w powietrzu kobietę z wywróconymi na drugą stronę oczami. Słowa płynące z jej ust były jak modlitwa, do najmroczniejszych bogów. Kiedy w końcu ciemnowłosa opadła na ziemię, jej usta uniosły się do góry w potwornym uśmiechu, gwałtownie otworzyła ramiona, a fala energii, jaka z nie uszła, uderzyła w ludzi, którzy jeszcze chwilę temu myśleli, że są pierwszymi, którzy poczują jej błogosławieństwo. W jednej chwili podłoga sali przybrała kolor szkarłatu, a ciała pocięte w pół rozsypały się bezwładnie na posadzce. Nikt nie krzyczał, nikt się nie bronił, nikt z obecnych nie spodziewał się tego, co nastąpi. Nikt, poza trojgiem mężczyzn, przy drzwiach i Andersem, który w tej chwili stał na tarasie i spoglądał na cały pokaz z bezpiecznej odległości. Nie trzeba było długo czekać, by krew owiec, które same skazały się na rzeź, doszła do runicznego kręgu, który zaczął wpijać ją zachłannie. Makabryczna scena wywoływała ciarki u mężczyzny, a kobieta z piekła rodem uśmiechała się pełna satysfakcji. Po chwili krew z podłogi zniknęła, płomienie zmieniły swoją barwę i przybrały odcień tego, co jeszcze chwilę temu płynęło w żyłach 40 osób. Płomienie rosły i tańczyły w swym demonicznym tańcu pełnym destrukcji, a gdy w końcu osiągnęły swój szczyt, rozbiły się na miliony drobinek i z niewyobrażalną prędkością zaczęły pędzić tylko w sobie znane kierunki.
-Zaczęło się...


Ministerstwo Magii-godzinę później

-Pani Minister, mamy problem. Dostajemy coraz więcej informacji z całego świata o buncie magii. Magowie nie panują nad swoimi umiejętnościami, a zaklęcia ochronne, które ukrywały Instytut Magii Durmstrang w jakiś sposób przestały działać i mugole zobaczyli szkołę. Kiedy próbowano usunąć ich pamięć, jeden z czarodziei, który się tym zajmował, stracił własne wspomnienie. - do pokoju wszedł inny człowiek i nie czekając na pozwolenie, zaczął mówić.
- Pani minister, podczas meczu quidditcha eliminacyjnego do mistrzostw świata, doszło do tragedii. Miotły przestały działać, zawodnicy spadli z impetem, niektórzy przeżyli i nic im nie jest, inni są w stanie ciężkim, ale dwóch... będzie trzeba powiadomić rodziny o ich śmierci. Straszny widok. - Kolejne zgłoszenia napływały do ministerstwa, a kobieta czuła się coraz bardziej bezradna i niepewnie spoglądała na własną różdżkę. To był koniec ich harmonijnego świata, to był koniec tego, co znali, a to, co będzie teraz się działo...
- Musimy zwołać najpotężniejszych magów naszego świata. Przygotuję oficjalne oświadczenie do jutrzejszej gazety. Niech Merlin ma nas w swojej opiece. Magia od zawsze była kapryśną kochanką, obdarzała swym darem, kogo chciała i tak samo pomijała osoby, które uważała z jakichś powodów za niegodne. Mugolaki, charłaki, czarodzieje różnych maści, umiejętności wrodzone, nabyte, wyuczone, świat niemal w pełni okiełznany, znany i opanowany. Nikt nie dopuszcza w nim nawet do siebie myśli, stan rzeczy nagle ulegnie gwałtownej zmianie, a co za tym idzie, by cały świat zmienił się w mgnieniu oka, ułamka sekundy… Chwili Magia, która do tej pory znaliśmy przestała istnieć, to co potrafiliśmy, przestało mieć znaczenie.
"Pożądał jej, to wszystko, ale kiedy umarła, uznał, że przecież jest wiele innych kobiet, o czystszej krwi, bardziej jego wartych..."
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości