Rozdział IV
#1
Mijają kolejne dni. Dni intensywnych badań, lecz nieskutecznych. Ostatecznie postanowiono zamknąć tereny ruin, gdy kolejna ekipa nie znalazła nic innego. Miejsce zostało zabezpieczone przed mugolami a także przed innymi czarodziejami dla bezpieczeństwa, chociaż skupiono się tylko na odstraszaniu nie-magów. W Europie wrzało. Brak informacji tylko pogarszał sytuację i powodował napięcie między władzami poszczególnych państw. Ministerstwa zaczęły obwiniać się nawzajem o brak kompetencji a sporów nie było widać końca. Nadchodził naprawdę ciężki okres dla społeczeństwa czarodziejów.



Londyn, 3 Lipca 2019 roku, Ministerstwo Magii. Korytarzami Departamentu przestrzegania prawa szedł pospiesznie James Moron, jeden z aurorów pracujących dla ministerstwa. Widać było po tym w średnim wieku czarodzieju, że nie niesie najlepszych wieści. Wiadomość, którą otrzymał z rana wstrząsnęła nim i właśnie miał ją przekazać swojemu szefowi. Wpadł do biura bez pukania. Przed nim przy biurku siedziała jedna z najbardziej znanych person ich świata ostatniego wieku - Harry Potter we własnej osobie, wyraźnie zmęczony pracą.
- Szefie dostaliśmy sowę od strażników Azkabanu...-Zaczął niepewnie Moron. Nie było czasu na uprzejmości - Doszło do masowej ucieczki. Większość osadzonych uciekło... Co ja mówię. Wszyscy. Część strażników nie żyje... Sam Azkaban... -zamilkł widząc poważną minę Pottera.- Obawiam się, że na chwilę obecną nie mamy więzienia. Budynek został pochłonięty przez morze.-dokończył James.
Po tych wieściach wszczęto szybko konieczne procedury zaczynając od sprowadzenia ocalałych strażników. Tak, Azkabanu pilnowali czarodzieje. Po wydarzeniach z 1998 roku zdecydowano się zrezygnować z wykorzystywania Dementorów, gdyż byli zbyt dużym zagrożeniem. Niestety efektem tej zmiany było osłabienie zabezpieczeń Azkabanu. Jeszcze tego samego dnia wysłano listy gończe za zbiegami i nakazano Prorokowi natychmiast je opublikować. Rozesłano grupy aurorów w celu poszukiwania zbiegów, mając nadzieję na szybkie złapanie byłych więźniów. Byli to głównie śmierciożercy, którzy zostali skazani na dożywotni pobyt w więzieniu.


Anders Ferello stał w wielkiej sali zamku, do którego przybyli wraz z ową istotą, której nadal nie znał imienia czy też nazwy. Znajdowali się w Lodowej Iglicy, która już nie przypominała starych ruin a zamek, który musiał przyznać był w swej okazałości piękny. Emanował magią odkąd budynek został naprawiony. Jeszcze nie rozumiał tego zjawiska. W sali był tron a na nim siedziała Ona. Przypominała teraz zwykłą kobietę chodź o przerażającej bladej karnacji, kruczoczarnymi włosami i blado-niebieskimi oczami. Jej spojrzenie było lodowe. Miał wrażenie, że gdy na niego patrzy jego ciało pochłania lód.
-Zrobiłem co zostało ustalone.....chodź nie wszyscy chcą jeszcze współpracować.- poinformował i czekał na reakcje. Zgodził się pomóc w tym szalonym według niego planie ale wiedział, że nie miał wyjścia. Wskazał jej Azkaban jako miejsce by poszukać pierwszych zwolenników. Było to głupim pomysłem ale skazańcy całkiem chętnie chodź nie wszyscy zgodzili się dołączyć. Czuł się z tym cholernie źle.
-Zostali skazani za to, że śmieli wyciągnąć swoje dłonie do tego co im się należało. Te żałosne pozbawione magii istoty nie mają prawa rządzić światem. Pacz tylko co z nim zrobili Anders- Ona doskonale wiedziała co myślał. Miała nieograniczony dostęp do jego myśli. Każdej najmniejszej. I była gotowa wykorzystać każdą tą myśl do własnych działań.- Teraz potrzebujemy czasu a ja....ja nareszcie muszę ujrzeć ten zniszczony świat własnymi oczami.- Wstała z tronu i zeszła w dół kamiennymi schodami. Stanęła koło Andersa. - A Ty będziesz mi towarzyszył. - Gdy to powiedziała położyła dłoń na jego klatce piersiowej. Poczuł na początku ból a potem...obraz otaczającego go świata zmienił się a kolory stały się inne. Nie wiedział co się stało. - Ta forma będzie idealna. Komunikujesz się od teraz ze mną myślami i nie martw się. Nie zostaniesz w tym ciele na zawsze.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości